1 2 3 4 5 6 7 8 9

Ciągle słychać „wojenne pohukiwanie” skierowane pod adresem Iranu ze strony administracji amerykańskiej. Pretekstem do artykułowania owych gróźb są programy – nuklearny oraz rakietowy realizowane przez tę islamską republikę. W Europie Środkowej toczy się dyplomatyczna rozgrywka mająca na celu umieszczenie w wybranych krajach, w tym także w Polsce, elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej, której zadaniem będzie ochrona terytorium USA przed potencjalną agresją ze strony Iranu. O co rzeczywiście w tym wszystkim chodzi? Tego nie wie nikt… Można nawet postawić tezę, z niewielkim prawdopodobieństwem błędu, iż na stu zapytanych o tę kwestie rodaków zaledwie kilku będzie miało blade pojęcie o Iranie, jego położeniu geopolitycznym, czy też systemie rządów.

Ów kraj, niemal odcięty od reszty świata, patrząc z naszej perspektywy leżący „za górami, za lasami”, jest w Polsce praktycznie nieznany, stąd warto zwrócić uwagę na brawurowo napisaną przez dwóch izraelskich dziennikarzy książkę „Nuklearny sfinks”, poświęconą temu „czarnemu ludowi” amerykańskiej polityki. Jej treść składa się z kilku wątków; część pierwszą poświęcono obecnemu prezydentowi Iranu – Mahmudowi Ahmadinedżadowi – prawdziwemu enfante terrible polityki międzynarodowej. Co ciekawe, postać ta została przedstawiona przez autorów z pewną dozą empatii i ze zrozumieniem na tle skomplikowanych układów politycznych istniejących w republice mułłów. Następnie autorzy przedstawili politykę szacha w dziedzinie nuklearnej oraz powrót do niej przez reżim muzułmański po zakończeniu ciężkiej wojny z Irakiem.

Końcowe rozdziały tej publikacji zostały poświęcone możliwym scenariuszom „pacyfikacji” programu nuklearno-rakietowego Iranu za pośrednictwem: instytucji nadzoru międzynarodowego, izraelskiego prewencyjnego uderzenia lotniczego, jak też bezpośredniej interwencji USA.

Autorzy nie stronią od ujawnienia możliwych działań o charakterze sabotażowym i dywersyjnym (ze skrytobójstwami włącznie) rozważanych przez wojskowo-polityczne kręgi przywódcze Izraela, jakie mogłyby być przeprowadzone w celu załamania irańskiego programu nuklearno-rakietowego. Z drugiej strony ujawniają oni antyizraelskie i antyamerykańskie poczynania Iranu realizowane z terytorium Libanu, Syrii, Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, jak też… niektórych państw Ameryki Łacińskiej oraz fakty lokowania irańskiej agentury wprost na terytorium USA.

Książka ta, choć ma formę pełnej swady, potoczystej opowieści, obficie odnosi się do rzadkich publikowanych źródeł, a ponadto została zaopatrzona w pełny aparat naukowy. Polecamy ją zarówno laikom, jak i profesjonalistom, bowiem w sposób przystępny i kompetentny wprowadza ona czytelnika w jeden z największych problemów militarnych i geopolitycznych XXI wieku.

XXL

Yossi Meloman, Meir Javedanfar „Nuklearny sfinks. Iran Mahmuda Ahmadinedżada”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008


W popularnej serii leksykonów wojennych „Vital guide”, której polskim wydawcą jest warszawska oficyna Almapress, ukazał się tomik – autorstwa Jonatana Sutherlanda – poświęcony oddziałom elitarnym walczącym w II wojnie światowej, po obu stronach konfliktu. Mimo jej skromnej objętości w książce tej znalazło się wiele interesujących informacji dotyczących genezy, szlaku bojowego oraz szczególnych dokonań zaprezentowanych jednostek. Autor w sposób równoprawny zaprezentował dokonania żołnierzy reprezentujących rozmaite rodzaje broni: pancerniaków, lotników, żołnierzy piechoty morskiej, spadochroniarzy, piechurów, a także tych, którzy służyli w formacjach typu „kolonialnego”. Ponadto, co równie ważne, potraktował na równych prawach osiągnięcia wielkich jednostek w rodzaju np. niemieckich dywizji pancernych Waffen SS, jak i samodzielnych kompanii komandosów walczących w Afryce Północnej.

Z lektury tej niewielkiej rozmiarem, lecz ciekawej i wartościowej merytorycznie publikacji wypływa oczywisty wniosek, iż o „elitarności” poszczególnych jednostek nie decydowały ani ich formalny status, ani też szczególne wyposażenie i uzbrojenie, lecz duch panujący w żołnierskich szeregach będący pokłosiem konkretnych dokonań osiągniętych w walce. Niekiedy owa „elitarność” była kształtowana przez warunki istniejące na polu walki, jak było to w przypadku żołnierzy 8. Armii, zwanych „Szczurami pustyni”; innym razem kształtowali to poczucie wybitni dowódcy frontowi, jak feldmarszałek Erwin Rommel, gen. broni pancernej „Seep” Dietrich, marszałek Montgomery, generałowie Patron, Anders czy Sosabowski. Jakkolwiek było, jednostki te na wszystkich frontach toczącej się wojny były uważane przez sztabowców za „kły armii” i używane na polach bitew w przełomowych, decydujących momentach.

To oczywiste, iż o ostatecznym wyniku wojny zadecydował zbiorowy wysiłek narodów oraz zsumowany potencjał ekonomiczny koalicjantów, zaś rozległe fronty były obsadzone milionami szarych piechurów, artylerzystów, saperów, łącznościowców. O spektakularnym aspekcie wojny decydowała jednak żołnierska elita, to z jej szeregów emanował „geniusz wojny”, który pobudzał armie, narody i państwa do generowania wojennego wysiłku.

Na zakończenie warto zauważyć, iż tekst przewodnika został uzupełniony o rozdział (autorstwa Andrzeja Zasiecznego) poświęcony udziałowi polskich jednostek elitarnych w II wojnie światowej. XXL

Jonatan Sutherland „Oddziały elitarne II wojny światowej”, wyd. Oficyna Wydawnicza Almapress, Warszawa 2007


W pierwszych dniach grudnia na rynek księgarski trafiła nowa książka naszego stałego współpracownika Marka Czerwińskiego pt. „Pojedynki snajperskie”. Jest to w pewnym sensie kontynuacja publikacji wydanej 2007 roku, nakładem Domu Wydawniczego „Bellona” pod tytułem „Snajperzy. Wczoraj i dziś”. Autor rozszerzył swoją książkę o kilkanaście nowych opowiadań dotyczących akcji strzelców wyborowych, część pozostałych tekstów uległa natomiast przeredagowaniu. Atutem publikacji jest zamieszczenie kilku tekstów dotyczących wspomnień niemieckich strzelców wyborowych. Wydawnictwo zatroszczyło się też o lepszą szatę graficzną, natomiast autor umieścił w książce ponad 40 ciekawych zdjęć. Fotografie przedstawiają nie tylko snajperów, ale również ich broń, począwszy od okresu I wojny światowej, aż po dzień dzisiejszy.

Szczególną uwagę autor skupił na losach jednego z polskich strzelców wyborowych, pokazując je nie na tle pojedynczej akcji, lecz całej II wojny światowej, a nawet okresu powojennego. To właśnie opowiadanie, bezsprzecznie najdłuższe w całej książce (ok. 25 proc. całego tekstu) wydaje się najbardziej interesujące, także przez swoisty walor wychowawczy.

Opisy broni, choć stanowią tylko uzupełnienie narracji są mocną stroną książki. Ukazują zalety i wady poszczególnych konstrukcji, nie w teorii, lecz praktyce pola walki.

Dla kogo przeznaczona jest ta publikacja? Przede wszystkim dla ludzi młodych, pasjonatów broni i działań snajperskich, szukających wiedzy i dobrych wzorców. Autor, ppłk WP, kieruje dużo ciepłych słów pod adresem naszych strzelców wyborowych. To im właśnie dedykowana jest ta książka.

Marek Czerwiński „Pojedynki snajperskie. Historia, technika, współczesność”, wyd. Dom Wydawniczy „Bellona”, Warszawa 2008


Właśnie ukazały się drukiem wspomnienia Tadeusza S. Krasnodębskiego (rocznik 1916!) poświęcone jego 16-letniej działalności konspiracyjnej podczas okupacji niemieckiej oraz „wczesnego” PRL-u. W Polsce jest wielu ludzi mogących się poszczycić podobnym życiorysem, lecz autora wyróżnia, to, iż konspirował – i to skutecznie – pełniąc służbę w policji tzw. granatowej. Ryzykował więc podwójnie. Wspomnienia napisane są pasjonująco, są ponadto wyjątkowo „gęste” od faktów, nazwisk, nazw miejscowości, epizodów. Autor po prostu zachował do dziś profesjonalną policyjną pamięć. Zarówno dla badaczy dziejów przedwojennej i okupacyjnej policji, jak i dla regionalistów, publikacja ta ma wartość nieocenioną. Nam zaś nasuwa się wniosek o jakości wychowania obywatelskiego w II RP, które kształtowało ludzi z damasceńskiej stali już na poziomie gimnazjalnym.

Tadeusz Stefan Krasnodębski „Policjant konspiratorem. Szesnaście lat na muszce gestapo i bezpieki”, wyd. Arkadiusz Wingert & Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2008


górskiego „Polscy zamachowcy” złożyło się dziewiętnaście brawurowo napisanych szkiców historycznych przypominających współczesnym czytelnikom najskuteczniejsze i najbardziej spektakularne zamachy przeprowadzone przez polskie organizacje podziemne w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie wieku XX.

Celem owych „aktów terroru”, realizowanych zarówno w wymiarze terroryzmu indywidualnego, jak i zbiorowego byli przede wszystkim przedstawiciele struktur administracyjnych oraz aparatu bezpieczeństwa wewnętrznego państw zaborczych, zaś w latach II wojny światowej okupujący nasz kraj Niemcy. Spektakularne zamachy przeprowadzane przez polski ruch niepodległościowy w okresie zaborów – zwłaszcza w odniesieniu do zaborcy rosyjskiego – dotykały przedstawicieli całej rosyjskiej machiny państwowej. Przed polskimi rewolwerowcami i dynamitardami drżał zarówno sam car, jak i zwykły warszawski czy też łódzki stójkowy. Próby zamachów były podejmowane nie tylko na obszarach wcielonego do Rosji Królestwa Polskiego, lecz także w samym centrum państwa carów (zwłaszcza w Petersburgu), jak i za granicą. W rosyjskim aparacie represji poczucie zagrożenia było permanentne, bo ofiarą zamachu mógł paść (i padał) zarówno car, jak też – jednego dnia – 200 przypadkowych żandarmów i policjantów.

Co ciekawe, wśród najaktywniejszych spiskowców i zamachowców odnajdziemy plejadę… „ojców-założycieli” II Rzeczpospolitej, z prezydentem Ignacym Mościckim na czele, który w czasach swej „górnej i chmurnej” młodości wykorzystywał swą wiedzę z zakresu chemii w celu konstruowania bomb. Podobne zjawisko wystąpiło także w dwóch innych państwach – Republice Irlandii oraz Izraelu, gdzie również szanowane postaci z establishmentu politycznego w młodości zajmowały się konstruowaniem i podkładaniem ładunków wybuchowych.

Polski ruch niepodległościowy w okresie II wojny światowej – przejściowo – sięgał po brutalne narzędzie, jakim był realizowany na ślepo terroryzm bombowy. Celem tych zamachów, które przynosiły wyjątkowo krwawe żniwo, były stacje metra i dworce kolejowe w największych miastach III Rzeszy; także i o tym opowiada omawiana książka. XXL

Rafał Górski „Polscy zamachowcy”, wyd. Egis/Libron, Kraków 2008


„Polski Wrzesień”, to kolejna z opublikowanych wreszcie w Polsce książek „cesarza” polskich dokumentalistów – Janusza Piekałkiewicza. I choć – niestety – poziomem edytorskim odbiega ona na niekorzyść od innych publikacji tegoż autora, jakie ukazały się w naszym kraju, jej lektura daje dobry pogląd na przebieg kampanii zarówno w wymiarze militarnym, jak i politycznym. Autor, zgodnie z preferowaną przez siebie metodą chętniej cytuje dokumenty z epoki, niźli proponuje nam własny komentarz, zatem cytaty z prasy i przemówień radiowych, fragmenty depesz agencyjnych, rozkazów i raportów składają się na barwny, acz przejrzysty historyczny kolaż. Czytelne mapy sytuacyjne w połączeniu z dramatycznymi i dynamicznymi fotografiami, czynią z lektury czystą przyjemność.

Janusz Piekałkiewicz „Polski Wrzesień. Hitler i Stalin rozdzierają Rzeczpospolitą”, wyd. Wydawnictwo Magnum, Warszawa 2004/2008


Powstanie Tupaka Amaru II „Ostatniego Inki”, jakie w latach 1780-1783 wstrząsnęło podstawami hiszpańskiego systemu kolonialnego w Ameryce Południowej, jest w polskim piśmiennictwie historycznym prawie nieobecne. Wspomina się wprawdzie niekiedy o tym wydarzeniu, ale zwykle na prawach epizodu, tymczasem w mym głębokim przekonaniu, analiza przyczyn wybuchu tego zrywu, jego przebiegu oraz represji i rozwiązań politycznych powinna być podstawą do studiów nad wszelkimi ruchami wywrotowymi, działaniami partyzanckimi oraz przejawami protestu społecznego, jakie trapią kraje Ameryki Południowej współcześnie.

Warto pamiętać, iż na czele tego buntu stanął inkaski arystokrata, zdawałoby się znakomicie zasymilowany z hiszpańską warstwą rządzącą, a od pokonania jego przodka Tupaka Amaru I minęło już ponad 200 lat! Zastanawia także zdolność powstańców do odtwarzania swych sił zbrojnych po niepowodzeniach i klęskach w polu, jak też ich skłonność do porzucania religii narzuconej przez Hiszpanów. Warto odnotować, iż powstanie to wybuchło niejako w przededniu rewolucji we Francji, a podczas toczącej się właśnie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, było więc warunkowane zarówno inkaską mitologią z okresu prekolumbijskiego, jak też nowożytną oświeceniową myślą polityczną.

Powstanie stłumiono barbarzyńsko, brutalnie i krwawo jednakowoż wymusiło ono wiele zmian w sposobie administrowania „przestrzenią kolonialną” przez metropolię, co pośrednio zaowocowało rozpadem Wielkiej Ameryki na autonomiczne regiony gospodarcze, a następnie – w wyniku rewolucji Simona Bolivara – przyczyniło się do podziału kontynentu na szereg niezależnych państw. Tyle tylko, że autochtoniczna ludność południowej Ameryki z owoców owej niepodległości została praktycznie wyłączona. Osobom, które więcej chcą się dowiedzieć na ten temat, polecam wyborną książkę Jarosława Wojtczaka, poświęconą zrywowi „ostatniego Inki”. XXL

Jarosław Wojtczak „Powstanie Tupaka Amaru”
(seria: ars belli), wyd. Wydawnictwo Askon & Wydawnictwo Attyka, Warszawa 2007


W pierwszym kwartale br. ukazała się drukiem druga edycja „Rocznika Bezpieczeństwa Międzynarodowego” za rok 2007, wydana nakładem Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. W porównaniu do „Rocznika 2006” opublikowany obecnie tom jest zarówno znacznie obszerniejszy niż zeszyt poprzedni, ma również znacznie lepiej dobraną i zrównoważoną problematykę oraz bardziej wyrównany poziom publikacji. Postęp jest więc wyraźny we wszystkich zakresach, co cieszy, bowiem od chwili narodzin tej idei wydawniczej MMS „Komandos” konsekwentnie jej kibicuje i patronuje. I to co najmniej z dwóch powodów; po pierwsze – naszym zdaniem materialne ubóstwo nie zwalnia z obowiązku myślenia, wręcz przeciwnie, elity intelektualne państw słabych i względnie ubogich, do jakich ośmielam się zaliczyć Polskę, są zobowiązane do pracy nad zmianą tego stanu rzeczy także w wymiarze konceptualnym, po wtóre – nie jest tak, iż monopol na kształtowanie się idei i koncepcji państwotwórczych oraz rozważania nad bezpieczeństwem Rzeczpospolitej jest z gruntu przypisany instytucjom „cyntralnym” zlokalizowanym w „stolycy”.

Bezpieczeństwo państwa jest sprawą zbyt poważną, by powierzyć je wyłącznie ludziom, którzy biorą za to publiczne (czyli nasze) pieniądze. Dlatego też będziemy patronować inicjatywom rodzącym się w kręgu prywatnego szkolnictwa wyższego, w ośrodkach regionalnych, które zechcą działać w myśl dewizy takiej jak nasza, która głosi, iż nikt nie może zabronić nam myśleć i działać na rzecz obrony naszego kraju.

Naszym zdaniem najistotniejszą zaletą „Rocznika 2007” jest to, iż obok tekstów z zakresu idei i teorii bezpieczeństwa znalazły się też publikacje, które wyszły spod pióra praktyków, bowiem oni wnioski o charakterze ogólnym wyciągnęli w oparciu o doświadczenia osobiste, nabyte w czasie pełnienia wojskowych misji zagranicznych. Ważne jest również to, iż łamy „Rocznika” zostały otwarte szeroko dla młodych adeptów nauki, otwartych na współczesny świat oraz idee z niego płynące. Oby jak najdłużej „Rocznik” utrzymał swą otwartą formułę i oby nigdy nie stał się matecznikem „starych łosi”, które dni mołojeckiej chwały przeżyły w latach 70. i 80. XX wieku i zęby zjadły na zwalczaniu amerykańskiego imperializmu oraz wyciskaniu „grancików” z instytucji budżetowych.

Analiza zawartości treści opublikowanych w „Roczniku” świadczy o tym, iż redaktorom naukowym tego wydawnictwa przyświecała idea praktycznego pożytku płynącego z tej publikacji dla państwa – polskiego – a nie dla państwa jako takiego np. w rozumieniu platońskim. I niechaj tak będzie w przyszłości. XXL

Pod red. Piotra Mickiewicza i Krzysztofa Kubiaka „Rocznik Bezpieczeństwa Międzynarodowego 2007”, wyd. Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2008


Książka niemieckiego dziennikarza Ralfa Georgia Reutha, poświęcona feldmarszałkowi Erwinowi Rommlowi, odzwierciedla wprawdzie współczesny stan wewnątrzniemieckiej dyskusji historycznej dotyczącej postaci tego wybitnego dowódcy liniowego z czasów II wojny światowej, wsławionego walkami z Brytyjczykami w Afryce Północnej w latach 1941-1943, lecz z całą pewnością nie realizuje zapowiedzi zawartej w podtytule, która brzmi: „koniec pewnej legendy”. Książka Reutha grzeszy pewną powierzchownością („szybka igła”), tak, iż w ostateczności trudno się zorientować, czy mamy do czynienia z biografia ze swej istoty wojskową, opisem kariery wojskowo-politycznej czy też opowieścią o spiskowcu. Dla znawców tematu i miłośników II wojny światowej feldmarszałek Rommel zawsze będzie wyśmienitym dowódcą szczebla taktycznego i operacyjnego.

Ralf Georg Reuth „Rommel. Koniec pewnej legendy”, wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław brw.


Film „Wielka ucieczka” zapewne zapadł głęboko w pamięć zarówno wielbicielom sztuki filmowej, jak i miłośnikom batalistyki. Brawurowy rajd motocyklowy w kierunku szwajcarskiej granicy w wykonaniu Steve’a McQueena – grającego amerykańskiego pilota, który „urwał się” Niemcom z oflagu, to niezwykły i niezapomniany epizod. I choć ma ona niewiele wspólnego z rzeczywistością, to ów amerykański pilot- uciekinier, będący pierwowzorem dla postaci filmowej, istniał naprawdę; co więcej, napisał wspomnienia – wyborną książkę w stylu opowieści łotrzykowskiej, na kartach której zapoznaje nas ze swym barwnym życiem pilota spitfire’a i serią brawurowych ucieczek z obozów jenieckich rozsianych po całej okupowanej Europie. Bill Ash wiał zewsząd i w każdy możliwy sposób… Targał niemieckim nadzorcom nerwy permanentnie, więc obozowy karcer był jego drugim domem.

Niestety, naszemu bohaterowi znacznie lepiej wychodziły długotrwałe i precyzyjne przygotowania do ucieczki oraz samo „znikanie” zza drutów niźli dłuższe przetrwanie na wolności. Być może na przeszkodzie w tym zakresie stała jego zbyt szczera, typowo amerykańska natura. Tak więc zwykle wkrótce po pomyślnie przeprowadzonej ucieczce szybko wpadał w ręce Niemców, a czasem nawet sam pchał im się w łapy.

Jego książka to opowieść pełna humoru, dokumentująca wiele niezwykłych konceptów wiodących do brawurowych ucieczek. Jest to zarazem zapis brutalnej rzeczywistości, pełnej poniewierki, poniżenia i śmierci, zwłaszcza w końcowych fragmentach opisujących ewakuacje obozów jenieckich, przeradzające się w „marsze śmierci”.

Książka ta z powodzeniem może wziąć udział w konkursie na historyczną książkę roku. Ponadto trafi ona zarówno w gust osób zainteresowanych II wojną w ogóle, jak też miłośników lotnictwa oraz tych czytelników, którzy potraktują ją nie jako dokument, lecz jako literaturę przygodową.

XXL

William Ash „Uciekinier. Wspomnienia wojenne pilota spitfire’a” wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008


„Obrazoburcze” książki autorstwa Mariusza Borowiaka niektórych czytelników – zwłaszcza tych ukształtowanych przez „kanoniczną” wersję historii – irytują, innych zaś intrygują i na tym polega ich siła. Autor nie stroni bowiem od działań „odbrązowniczych”. W mym przekonaniu nic w tej metodzie zdrożnego, byle tylko burząc jedne „kapliczki”, nadmiernie nie ukwiecać tych wzniesionych własną ręką. W mym przekonaniu pomiędzy postawami mjr. Sucharskiego i kpt. Dąbrowskiego nie ma istotnej sprzeczności. Sucharski miał pełne prawo poddać Westerplatte już po kilku godzinach walki i stawieniu symbolicznego oporu. Byłoby to zgodne i z rozkazem,i ze zdrowym rozsądkiem, i z kanonem żołnierskiego rzemiosła. Koniec; kropka. Natomiast kpt. Dąbrowski uczynił z obrony placówki wojskowy majstersztyk, ale jest osobiście odpowiedzialny za rany i śmierć wszystkich polskich żołnierzy poległych po 2 września. Tak czy inaczej przeczytać warto.

Mariusz Borowiak „Westerplatte. W obronie prawdy”, wyd. Oficyna Wydawnicza Almapress, Warszawa 2008


Od roku 1935 problem przygotowania II RP do przyszłej wojny zaczął być

wyraźnie dostrzegany przez elitę wojskowo-polityczna rządzącą krajem. Temu właśnie zagadnieniu poświęcone jest zwarte studium autorstwa Marka Jabłonowskego. Lektura tej publikacji odziera z wszelkich złudzeń. Wojna z Niemcami była przegrana, zanim padł pierwszy strzał. W opinii autora polski przemysł zbrojeniowy oraz przemysł pracujący dla potrzeb obronnych kraju był i tak „przeszacowany” w stosunku do pozostałego potencjału przemysłowego Polski, zaś produkcja przemysłowa Niemiec roku 1939 była… 30-krotnie wyższa od polskiej.

Marek Jabłonowski „Wobec zagrożenia wojną. Wojsko a gospodarka Drugiej Rzeczpospolitej w latach 1935 -1939”, wyd. Aspra-JR, Warszawa 2001