Lektura książki autorstwa Kariny Pauliny Marczuk poświęconej „trzeciemu filarowi” wspierającemu systemy bezpieczeństwa w wielu krajach europejskich, czyli gwardiom narodowym napawa niekłamanym optymizmem. Publikacja ta, poza tym, iż kompetentna i nad wyraz przyjazna w lekturze ma jeszcze jeden niezaprzeczalny walor – inspiruje do refleksji i przemyśleń.
Zamiast nudnego cytowania wybranych fragmentów aktów normatywnych, autorka pewną ręką kreśli wizerunki formacji gwardyjskich wybranych państw Basenu Morza Śródziemnego.
Punktem odniesienia są dla niej formacje pomocnicze funkcjonujące w starożytnej armii Imperium Romanum, odnowione w końcu XVIII wieku w rewolucyjnej Francji, a następnie skutecznie zaszczepione w państwach, które znalazły się pod większym lub mniejszym wpływem Republiki Francuskiej.
Choć zasadniczo książka ta jest poświęcona formacjom funkcjonującym we Francji, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Turcji i Rumunii, to czytelnik ma możliwość zapoznania się także z rozwiązaniami istniejącymi w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Stanach Zjednoczonych. Krótki rozdział został też poświęcony nieudanym (i nieudolnym) próbom powołania Gwardii Narodowej w naszym kraju, po roku 1989.
Podstawową i poniekąd strukturalną zaletą gwardii narodowej jest jej elastyczność, umożliwiająca sprawne działanie na styku cywilno-wojskowym. Charakter większości współczesnych konfliktów wymaga właśnie takich kompetencji. Można wprawdzie „militaryzować” charakter działających w warunkach konfliktu sił policyjnych lub też „ucywilniać” działania armii, ale wydaje się, że najlepiej w takich okolicznościach wykorzystać ewidentne kompetencje gwardii narodowej. Poza tym wypracowany przez niemal dwa stulecia etos służby w gwardii, czyni z niej formację elitarną; twarde, sprawne i skuteczne narzędzie nowoczesnego państwa. Formacje gwardyjskie mają więc w zjednoczonej Europie zapewnioną przyszłość. Nieco inaczej sprawy się mają w naszym kraju z uwagi na ciężkie doświadczenia historyczne wyniesione z okresu zaborów. Funkcjonariusz żandarmerii był wówczas nie tyle najniższym ogniwem oświeconego, nowoczesnego państwa, co upostaciowanym narzędziem obcej władzy i represji. Nie inaczej rzecz się miała w czasie okupacji niemieckiej, a i potem osławione działania Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, opartego i formie i w treści na wzorcach dywizji NKWD, w „utrwalaniu władzy ludowej”. Scheda po KBW przejęta przez Jednostki Nadwiślańskie była gwoździem do trumny tej formacji.
XXL
Karina Paulina Marczuk „Trzecia opcja. Gwardie narodowe w wybranych państwach Basenu Morza

„Snipe (wym. snajp.) to angielska nazwa bekasa, średniego ptaka łownego o długości ciała ok. 26- 29 cm i rozpiętości skrzydeł 43-45 cm, zimującego na bagnistych łąkach Szkocji i Anglii. Znany ze swego zwinnego i krętego lotu jest celem niezwykle trudnym do trafienia” – tak rozpoczyna swoją barwną opowieść o współczesnych strzelcach wyborowych Martin Pegler, autor tekstu zeszytu z renomowanej brytyjskiej serii historyczno-wojskowej Osprey. Zeszyt ten, poświęcony dziejom snajperów od chwili wybuchu pierwszej wojny światowej, aż do czasów współczesnych ukazał się właśnie drukiem w języku polskim. Ta popularna publikacja zapewne spotka się z zainteresowaniem szerokiego grona czytelników, ze szczególnym uwzględnieniem tej ich części, która jest szczerze zainteresowana problematyką strzelecką, wiadomo bowiem, iż snajperzy to ścisła elita wśród ludzi posługujących się bronią. Publikacja ta zawiera wiedzę na poziomie podstawowym, ale jest ona dobrze uporządkowana i ciekawie podana, konkretne informacje przeplecione są ciekawymi anegdotami i wybranymi przykładami poświęconymi największym wyczynom strzeleckim; w efekcie otrzymujemy skrótowy, a przy tym panoramiczny obraz ewolucji sztuki snajperskiej w ostatnim stuleciu. Zeszyt wzbogacają barwne plansze, co stanowi tradycję w publikacjach Ospreya. Na zakończenie warto zauważyć, iż jest to już trzecia od dwudziestu lat próba „zakotwiczenia się zeszytów Ospreya na polskim rynku wydawniczym. I oby była to próba udana.
XXL
Martin Pegler (tekst, Ramiro Bujeiro (ilustracje) „Dzieje snajperów od roku 1914 do czasów najnowszych”
(Osprey), wyd. Dom Wydawniczy Bellona,
Warszawa 2009

Właściwie można jedynie ubolewać, iż książka ta ukazała się drukiem dopiero teraz, po 35 latach od chwili opisywanych w niej wydarzeń.
Jej autor – Mirosław Ikonowicz – był przez wiele lat korespondentem polskiej agencji informacyjnej PAP na obszarze hiszpańsko i portugalskojęzycznym.
Był naocznym świadkiem dojrzewania rewolucji kubańskiej, upadku ostatnich w zachodniej Europie reżimów autorytarnych na Półwyspie Iberyjskim (w Portugalii i w Hiszpanii) oraz procesu dekolonizacyjnego, jaki miał miejsce w Angoli i Gwinei-Bissau. W pewnym sensie był, jako korespondent PAP, „zmiennikiem” tuza światowego reportażu – Ryszarda Kapuścińskiego, a teraz stał się kontynuatorem jego opowieści zawartych w tomiku „Jeszcze dzień życia”. Ikonowicz jest świetnym reporterem-epizodystą, wątki zadzierzgnięte na Kubie niespodziewanie, po latach, mają swój finał w Czarnej Afryce, znakomicie oddaje też atmosferę owych gorących dni ostatniej wielkiej afrykańskiej „gorączki niepodległościowej” w wyniku której doszło do upadku portugalskiego imperium kolonialnego.
Naszkicowane szybką kreską wizerunki kubańskich instruktorów wojskowych, rosyjskich wysokich oficerów i pilotów, portugalskich zrewoltowanych wojskowych, afrykańskich rewolucjonistów i przywódców innych ugrupowań niepodległościowych żyją pod jego piórem pełnią życia.
Autor, mimo iż stara schronić się za tarczą tzw. dziennikarskiego obiektywizmu, nie jest w stanie wyzbyć się swoich sympatii politycznych; to oczywiste, iż jest on całym sercem po stronie afrykańskich i kubańskich komunistów, ale istotę tej brutalnej wojny uchwycił nad wyraz celnie.
Wiele widział i wiele doświadczył, szkoda tylko, że zdecydował się na podzielenie się z nami tą opowieścią dopiero teraz, po tak długim czasie…
XXL
Mirosław Ikonowicz „Angola Express”, wyd. Oficyna
Wydawnicza Branta, Bydgoszcz-Warszawa 2009

Na książkę tę składa się zbiór reportaży ujętych w formę dziennika z podróży do Afganistanu, w latach 2002-2007. Jej autor – Tomasz Kamiński – wybitny polski orientalista, po raz pierwszy trafił do Afganistanu w roku 1976. Wówczas ten ubogi, egzotyczny,a przy tym przyjazny dla obcych kraj znajdował się w fazie, którą z dzisiejszej perspektywy można by nazwać błogostanem. Świadczą o tym zdjęcia obiektów historycznych wykonane przez autora trzy i pół dekady temu oraz ich współczesne ujęcia – zazwyczaj dokumentujące stan ruiny i dewastacji… Książka ta zawiera nie tylko swobodne relacje autora, który jest nad wyraz bystrym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, lecz jest także nasycona głęboką wiedzą o tym odległym kraju i jego mieszkańcach. Warto, aby sięgnęli po nią zwłaszcza ci czytelnicy, którym przyjdzie walczyć w Afganistanie, jednym z najtrudniejszych teatrów współczesnych konfliktów zbrojnych. Być może łatwiej będzie im wówczas zrozumieć potrzebę oraz istotę ich krwawego wysiłku.
XXL
Tomasz Kamiński „Afganistan. Parła nist”, wyd. Oficyna Wydawnicza
Branta, Bydgoszcz-Warszawa 2009

Kurdowie to największy – liczący ok. 30 mln osób – ze współczesnych narodów, który wciąż pozbawiony jest własnej podmiotowości państwowej. Mimo iż Kurdowie zamieszkują zwarte terytorium, posługują się jednym językiem i wyznają wspólną religię – islam sunnicki, są trwale podzieleni; ich nieszczęście polega na tym, że owo terytorium narodowe dzielą granice aż czterech państw (Syria, Irak, Iran, Turcja), z których każde rości sobie pretensje do odgrywania roli regionalnego mocarstwa… Sytuacja Kurdów przypomina poniekąd dramatyczny los Polaków w XIX wieku, z tym jednakże zastrzeżeniem, iż Kurdowie nie posiadają ugruntowanej tradycji państwowej.
Matecznikiem nurtu niepodległościowego jest obecnie Kurdystan iracki, którego status można porównać do roli, jaką wśród Polaków pod zaborami odegrała ongiś Galicja; obecnie w wyniku upadku reżimu Saddama Husajna Kurdowie iraccy posiadają na tyle szeroką autonomię, iż można nazwać ją quasi-państwowością. Dziejom najnowszym irackiego Kurdystanu została poświęcona obszerna i wnikliwa monografia. Szczerze polecam tę publikację, gdyż rejestruje ona w bardzo precyzyjny sposób narodziny państwa, które u progu XXI wieku stanęło na progu niepodległości.
XXL
Krzysztof Lalik „Kurdystan iracki u progu XXI wieku”, wyd. Księgarnia Akademicka,
Kraków 2008



Strach, brud, pijaństwo, korupcja, przemoc, śmierć – tak jawi się wojna czeczeńska w powieści rosyjskiego pisarza Władimira Makanina zatytułowanej „Asan”. Nic tu z bohaterstwa, poświęcenia za ojczyznę, walki o nienaruszalność jej granic i narodową godność. Wszystkie te szczytne slogany pryskają jak bańka mydlana w zetknięciu z twardą, brutalną rzeczywistością wojny kaukaskiej. Bohater powieści Makanina, rosyjski major Aleksander Żylin, usiłuje przetrwać tę katastrofę najlepiej jak potrafi. Chce żyć dobrze zarówno ze swoimi, jak i z Czeczenami, których na lewo zaopatruje w paliwo i od których odkupuje za ciężkie pieniądze rosyjskich jeńców i zakładników. W opowieści snutej przez Żylina (to on jest narratorem tej historii) widać wyraźnie, co wojna robi z ludzkimi charakterami, jak je niszczy i wykrzywia. I jaką rolę na wojnie odgrywają alkohol i narkotyki. Wojna to także biznes – ten duży, którego stawką jest kaukaska ropa, i ten mały, w którym udział biorą obydwie strony konfliktu: czeczeńscy chłopi kupują od rosyjskiego wojska olej do traktorów, czeczeńscy bojownicy kupują broń i amunicję; Rosjanie kupują wódkę i narkotyki. Młodzi żołnierze trafiają na front ledwo co przeszkoleni, oficerowie są skorumpowani i zajmują się głównie robieniem interesów. Czeczeni są okrutni, bezlitośni i wcale nie bohaterscy. Wbrew temu, co sugeruje sugestywna proza „Asana”, autor książki Władimir Makanin nie brał udziału w wojnie czeczeńskiej. Urodził się w 1937 r. Za młodu ukończył wydział mechaniczno-matematyczny Uniwersytetu Moskiewskiego. Później kształcił się na kursach dla scenarzystów i reżyserów. Jako pisarz zadebiutował w 1965 r. Dwadzieścia lat później został członkiem Związku Pisarzy ZSRR. Dziś uznawany jest za jednego z ważniejszych twórców współczesnej rosyjskiej literatury. „Asan” przypomina nieco inną znaną książkę o konflikcie w Czeczenii – „Dziesięć kawałków o wojnie” Arkadija Babczenki. Tyle że autor „Dziesięciu kawałków...” miał okazję przeżyć to wszystko na własnej skórze – wziął udział w obu wojnach czeczeńskich. „Asan” jest natomiast czystą kreacją literacką, ale trzeba przyznać, że kreacją bardzo sugestywną. (PS)
Władimir Makanin „Asan”, przeł. Jerzy Redlich, Rebis, Poznań
2009

W tym samym niemal czasie ukazała się drukiem wojskowa biografia gen. Stefana Mossora, jednego z najzdolniejszych oficerów Wojska Polskiego w II RP, który po wyjściu z niemieckiej niewoli wstąpił do ludowego WP, PZPR i zrobił w ciągu kilku lat równie błyskotliwą, co krótkotrwałą karierę zakończoną aresztowaniem i długoletnim ciężkim więzieniem. Co ciekawe, ten były bliski współpracownik gen. Stanisława Kutrzeby zaplanował akcję „Wisła” – operację zwalczania ukraińskiej partyzantki w Bieszczadach, a następnie dowodził nią, przy współpracy grona oficerów wywodzących się z armii II RP. Gen. Mossor po wyjściu z więzienia powrócił do armii, gdzie utworzył wpływowe Biuro Studiów i został jego pierwszym szefem. Jednym z ostatnich zadań zrealizowanych pod jego kierownictwem było opracowanie w Biurze Studiów projektu organizacji dywizji powietrznodesantowej (6. Pomorskiej DPD). Warto zapoznać się ze skomplikowaną drogą życiową tego wybitnego sztabowca, która rozpoczęła się w Legionach, a zakończyła w LWP.
XXL
Jarosław Pałka „Generał Stefan Mossor (1896 – 1957). Biografia wojskowa”,
wyd. Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2009

Na rynku wydawniczym ukazał się właśnie zbiór ciekawych szkiców historycznych poświęconych arcytrudnej problematyce stosunków polsko-ukraińskich podczas II wojny światowej i w pierwszych latach powojennych w Bieszczadach.
Autor książki – Grzegorz Motyka – posługując się krytycznym aparatem naukowym oraz czerpiąc ze współczesnego stanu wiedzy historycznej, podjął się zadania „odmitologizowania” tego nabrzmiałego tematu. Zajął się „pośmiertną” polemiką z głośną ongiś książką Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach” oraz sprawą głośnego zabójstwa tegoż autora, wziął na tapetę okoliczności śmierci gen. Karola Świerczewskiego oraz działalność bieszczadzkiego „Ognia” – Antoniego Żubryda.
Publikacja ta zawiera całą masę wartościowych, a przy tym mało znanych informacji, które znakomicie ilustruje charakter walk toczonych w Bieszczadach w późnych latach 40. z UPA i partyzantką poakowską. I z tego punktu widzenia jest to publikacja nadzwyczaj cenna. Z drugiej jednak strony poważna polemika z „dziełem literackim”, którego prawie nikt już nie czyta i niewielu pamięta, przypomina kanonadę artyleryjską w celu ustrzelenia ślepej i mocno wyleniałej sroki. Ponadto w niektórych związkach frazeologicznych zastosowanych przez autora pobrzmiewają nuty nie tyle naukowego obiektywizmu, co „obiektywizacji”. Nie da się bowiem położyć na jednakich szalach dokumentów politycznych OUN i pisemnego rozkazodawstwa UPA nakazującego fizyczną eksterminację polskiej ludności Kresów z domniemaniem „etnobójstwa” w przypadku rozsiedlenia Ukraińców w wyniku akcji „Wisła”… W mym przekonaniu, tak historii interpretować nie należy.
XXL
Grzegorz Motyka „W kręgu Łun w Bieszczadach”, wyd. Oficyna Wydawnicza
Rytm, Warszawa 2009

Islam i chrześcijaństwo są jak dwaj śmiertelnie poróżnieni bracia. Konflikt obu religii trwający niemal nieprzerwanie od 1400 lat miał rozmaite fazy, gorące spory teologiczne i starcia zbrojne były przedzielane okresami w miarę pokojowego współistnienia lub obojętności. W początkach
VIII wieku islamscy zdobywcy byli dosłownie o włos od położenia kresu odrębnej cywilizacji europejskiej, a jeszcze w końcu XVIII stulecia zadali Europie niemal nokautujący cios, oblegając stolicę cesarstwa – Wiedeń. Potem karta pomyślności uległa odwróceniu i stopniowo Zachód uzyskiwał przewagę, by po II wojnie światowej zdominować świat muzułmański.
Terroryzm, zwłaszcza ten ślepy, samobójczy jest obecnie dla społeczności muzułmańskiej „bronią rozpaczy”, muzułmańscy kamikadze usiłują w ten sposób odwrócić – fatalny dla nich – bieg wydarzeń. Właśnie o historii tych tytanicznych zmagań opowiada ta książka.
XXL
Alan G. Jamieson „Wiara i miecz. Historia konfliktu islamsko-chrześcijańskiego”,
wyd. Wydawnictwo WAM, Kraków 2009

O ile znakiem firmowym drugiej połowy XX wieku było hasło „zimna wojna”, to z całą pewnością motywem przewodnim pierwszej dekady obecnego stulecia jest hasło „terroryzm międzynarodowy”. Rynek zalany jest publikacjami poświęconymi temu zjawisku. Jak w tym istnym morzu farby drukarskiej odnaleźć publikacje najciekawsze i najwartościowsze? To coraz trudniejsze zadanie…
W mym przekonaniu warto wskazać na najnowszą książkę Krzysztofa Mroziewicza poświęconą terroryzmowi nowej generacji. Dla autora „terroryzm” jest poniekąd pretekstem, aby w prosty, acz niepozbawiony powabu sposób opowiedzieć czytelnikom o skomplikowanych mechanizmach rządzących współczesnością.
Autor zna bowiem współczesny świat jak mało kto. Przed laty rozpoczynał swoją karierę korespondenta międzynarodowego, jako „szalejący reporter” (a także korespondent wojenny), by teraz w roli redaktora-seniora i nauczyciela akademickiego tłumaczyć świat tym, którzy niebawem przejmą stery nawy państwowej. Terroryzm, o jakim pisze Mroziewicz, nie jest zagadnieniem teoretycznym, wyodrębnionym z kontekstu i poddanym procedurze badawczej; autor opowiada nam o terroryzmie zakorzenionym w żywej tkance społecznej, a oprowadza nas – od przypadku do przypadku, po wszystkich piekielnych kręgach tego zjawiska. Mamy przy tym do czynienia z książką wysoce erudycyjną, o istotnym ciężarze gatunkowym, a przy tym przyjazną w lekturze. Podczas zapoznawania się z jej treścią stale towarzyszyło mi dalekie echo przeczytanych przed laty „Siedmiu filarów mądrości” Lawrence’a (tego z Arabii).
XXL
Krzysztof Mroziewicz „Bezczelność, bezkarność, bezsilność. Terroryzm nowej generacji”, wyd. Oficyna Wydawnicza Branta, Bydgoszcz-Warszawa 2009

Dokładnie w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej i rozpoczęcia oblężenia polskiej placówki wojskowej na Westerplatte ukazała się monumentalna (661 stron!) monografia poświęcona tym epickim zmaganiom.
Mimo iż samo Westerplatte nie miało większego znaczenia wojskowego, to siedmiodniowy twardy opór polskich żołnierzy w sercu „niemieckiego” Gdańska już wówczas przeszedł do legendy. Książka ta, obfitująca w unikalne fotografie z epoki, starannie odtworzone przy udziale członków grup rekonstrukcyjnych epizody oraz plany i dokumenty, jeden ze zrodzonych ówcześnie mitów zwalcza. Autor konsekwentnie demitologizuje postać dowódcy – mjr. Sucharskiego, kreując w jego miejsce osobę kpt. Dąbrowskiego.
Mariusz Wójtowicz-Podhorski „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia”
(seria bitwy i kampanie), wyd. AJ-Press, Gdańsk 2009

Gen. Bryg. Antoni Szylling we wrześniu 1939 r. dowodził Armią „Kraków”, kluczowym dla realizacji polskiego planu strategicznego związkiem operacyjnym WP. Jego armia miała stanowić swoisty „zawias” pomiędzy frontem południowym i zachodnim. Szyling powierzonymi sobie wojskami dowodził sprawnie, wielokrotnie wymykając się oskrzydlającym go jednostką Wehrmachtu.
Choć w ostatecznym rozrachunku przegrał, gdyż na tym etapie zmagań z armią Hitlera odwrócenie losów wojny nie było możliwe, jego „zawias” wytrzymał, a żołnierze w ustawicznym boju dotarli ze Śląska na… Ukrainę. Owocem tych dramatycznych wydarzeń są jego wspomnienia, niezmiernie interesujące zwłaszcza te zawarte w części drugiej tomu.
Antoni Szylling „Moje dowodzenie w roku 1939”, wyd. PAN, Kraków
2007

Bohaterski obrońca Westerplatte kpt. Dąbrowski zakończył swą „karierę zawodową” w PRL, jako… krakowski kioskarz, los znacznie okrutniej obszedł się z jego kolegą majorem Mieczysławem Słabym, który został zatłuczony w śledztwie przez oprawców z Informacji Wojskowej, w 1948 r. Miało to miejsce w tymże Krakowie, w piwnicach przy ul. Józefitów 5. Książkę pełną pasji, a jednocześnie niezwykle bogatą w unikalne zdjęcia, dokumenty i wspomnienia dot. śledztwa i rehabilitacji lekarza z Westerplatte napisał jeden z liderów polskiego ruchu rekonstrukcyjnego – Krzysztof Zajączkowski. Wykonał kawał pięknej, pożytecznej i potrzebnej młodemu pokoleniu (jak powietrze) roboty.
Krzysztof Zajączkowski „Lekarz z Westerplatte. Major Mieczysław Mikołaj
Słaby 1905

Postać gen. Kazimierza Dworaka ginie w cieniu legendarnego dowódcy polskiej broni pancernej gen. Stanisława Maczka czy też niezwykle płodnego autora publikacji historyczno- -wojskowych płk. Franciszka Skibińskiego, a był to jeden z najlepiej wykształconych oficerów WP, specjalista z zakresu motoryzacji oraz współorganizator pierwszej polskiej brygady pancerno-motorowej. Był najbliższym współpracownikiem i zastępcą gen. Maczka. Dobrze się stało, iż dzięki publikacji Jerzego Majki, ta nietuzinkowa i niezwykle barwna żołnierska postać wyszła wreszcie z cienia.
Jerzy Majka „Generał Kazimierz Dworak”, wyd. Wydawnictwo Libra, Rzeszów
2008

Rajmund Szubański – znamienity znawca i historyk polskiej broni pancernej opublikował właśnie książkę poświęconą udziałowi polskich czołgistów oraz załóg pociągów pancernych w wojnie z Niemcami we wrześniu 1939 roku. Autor, doceniając waleczną postawę polskich czołgistów, którzy bili się chętnie i dzielnie w każdych okolicznościach oraz czynili tytaniczne wysiłki, by ocalić, wyremontować i zatankować ocalały sprzęt, uczciwie wskazuje na intelektualną przewagę przeciwnika w wykorzystaniu tej nowatorskiej broni w realiach ówczesnego pola walki. Zwraca też uwagę na relatywnie wysoką efektywność i żywotność dość archaicznego rodzaju broni, jakim były polskie pociągi pancerne.
Rajmund Szubański „Pancerne boje września”, wyd. Wydawnictwo ZP,
Piekary Śląskie 2009

W epoce PRL-u „Wojna Polska 1939” autorstwa Leszka Moczulskiego była jedną z najbardziej poszukiwanych publikacji, zarówno przez czytelników, jak i przez esbeków.
Większość nakładu wycofano bowiem z księgarń i zniszczono, ocalały jedynie nieliczne egzemplarze.
Teraz, po upływie niemal 30 lat publikacja ta ukazała się ponownie w wersji znacznie zmodyfikowanej i powiększonej do niemal tysiąca stron. Dzięki zdumiewającej wytrwałości i uporowi autora dokładnie na 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej otrzymaliśmy monumentalną monografię nie tylko wydarzeń czysto wojennych, jakie miały miejsce na polskich ścierniskach owego pamiętnego września, lecz całej ówczesnej epoki.
Leszek Moczulski „Wojna polska 1939”, wyd. Bellona, Warszawa 2009

Wkońcu sierpnia do księgarń w całym kraju trafiła kolejna książka Marka Czerwińskiego, pt. „Broń sportowa i wyczynowa”. Co zawiera dwunasta już pozycja tego autora? Przede wszystkim jest
poradnikiem dla tych, którzy zamierzają dobrać broń, kaliber, lunetę i siatkę celowniczą do strzelań na odległościach 200 i więcej metrów.
Autor opisuje szczegółowo prawie wszystkie typy siatek celowniczych, ze wskazaniem, które z nich wybrać, radzi również, jakie parametry powiększenia i jaki typ lunety najbardziej sprawdzą się przy strzelaniach na dalekie dystanse. Kilka typów celowników optycznych zostało też w tej publikacji szczegółowo zanalizowanych.
Marek Czerwiński w prosty sposób radzi, jak dobrać kaliber do odpowiedniego dystansu, analizując wielkości znosu pocisków przez wiatr boczny czy wartości współczynnika balistycznego. Opisuje kilkanaście typów broni sportowej i wyczynowej, od AUG – a poczynając. Autor nie byłby sobą, gdyby nie skupił się mocno na broni snajperskiej i wyborowej, którą oczywiście można używać i do zastosowań sportowych. W swej najnowszej książce szeroko opisuje nowe konstrukcje, w rodzaju SSG 08 i Elite 08, jak również nowinki z lufami w oplocie.
W tekście znaleźć można także testy: amunicji kalibru .308 Winchester, 30 – 06 i 6,5 x 55 SE, ze wskazaniem najlepszych nabojów czy pocisków. Wszystko napisane jest językiem zrozumiałym prawie dla każdego. Mocną stroną książki jest prawie 200 fotografii. Broni pneumatycznej czy opisów karabinów bocznego zapłonu w tej pozycji nie znajdziemy – jak widać są one raczej poza zainteresowaniami autora. Całość liczy 224 strony.
Marek Czerwiński „Broń sportowa i wyczynowa”, wyd.
Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2009

Czarna armia
Wojny naszych czasów charakteryzują się znaczną zmiennością i dużą dynamiką wewnętrzną. Klasyczna inwazja rychło przekształca się w okupację, ta zaś owocuje narastaniem działań partyzanckich. Zakres kwestii czysto wojskowych rychło zostaje poprzerastany tkanką zagadnień cywilnych, a do obsługi tego coraz bardziej skomplikowanego mechanizmu są potrzebni fachowcy charakteryzujący się wysokimi i zróżnicowanymi kompetencjami oraz elastycznością działania. Tacy,którzy równie biegle poruszają się w rzeczywistości militarnej, jak i w środowisku cywilnym; czyli PMC, kontraktorzy – „hydraulicy wojny”. Zjawisko nowoczesnego najemnictwa, realizowanego w ramach prywatnego przedsiębiorstwa „usługodawczego”, narodziło się w Afryce, w RPA, lecz swój okres burzliwej ekspansji przeżyło w USA, w okresie rządów prezydenta Busha-juniora. Firmy świadczące usługi PMC dla rządu załatwiały przy jednej okazji kilka problemów: zagospodarowywały potencjał relatywnie młodych weteranów sił i służb specjalnych oraz zdejmowały z administracji rządowej część politycznego ciężaru związanego z ryzykiem służby poza granicami kraju żołnierzy służących pod gwiaździstym sztandarem, zaś samą armię odciążały z szeregu przykrych i uciążliwych zadań o charakterze logistycznym. Interes się rozkręcał i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu. Wystarczyła bowiem seria nieszczęśliwych incydentów zbrojnych zakończonych rozlewem krwi, by firmy PMC, ze szczególnym uwzględnieniem lidera rynku – Blackwater znalazły się na widelcu mediów, polityków (jak zwykle po niewczasie oburzonych) oraz opinii publicznej. Rozpętało się medialne piekło, a Blackwater wyłoniła się z niebytu niczym potwór Godzilla z głębi oceanu… Elementem owej medialnej kampanii jest właśnie powyższa książka, autorstwa znanego amerykańskiego dziennikarza śledczego. Publikacja ta, choć daleka od obiektywizmu, stara się bowiem postawić Blackwater wyłącznie w złym świetle, prezentuje wiele interesujących faktów, dotyczących jej działalności i – z tego punktu widzenia – jest godna uwagi. A co do istoty rzeczy; bez względu na to, czy proces prywatyzacji działań wojennych ocenimy negatywnie czy też nie, jest to zjawisko w XXI w. narastające i prawdopodobnie nie do odwrócenia.
XXL
Jeremy Scahill „Blackwater. Powstanie najpotężniejszej armii najemnej świata”,

Po wojnie pracował na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, gdzie przez 40 lat wykładał na Wydziale Służby Zagranicznej stosunki międzynarodowe i teorię komunizmu. Zadanie opisania bogatego życia Jana Karskiego podjął krakowski historyk Jan M. Jankowski. Autor miał okazję spotkać się z Janem Karskim w 1987 r. i odbyć z nim wiele rozmów na temat jego wojennej działalności. „Jan Karski wciąż ma doskonałą pamięć i z niemalże fotograficzną dokładnością potrafi odtworzyć atmosferę i treść wielu rozmów z lat okupacji” – pisze Jankowski. Mógł też zapoznać się z bogatym archiwum kuriera, obejmującym dokumenty, zdjęcia, broszury i gazety, które ten pieczołowicie gromadził przez ponad czterdzieści lat.
Jak we wstępie zaznacza autor, pracując nad książką, postanowił nie napisać w niej ani jednego zdania, które nie miałoby potwierdzenia w dokumentach, relacjach lub zapiskach. Opowieści Karskiego, wsparte dokumentami z jego archiwum, a także bogatą literaturą przedmiotu złożyły się na 600-stronicową książkę zatytułowaną „Karski. Raporty tajnego emisariusza”. Jankowski wykorzystał także relacje i rozmowy m.in. ze Stefanem i Zofią Korbońskimi, Jadwigą Kozielewską czy Józefem Cyrankiewiczem. Żywo napisana praca przedstawia postać młodego konspiratora i jego życiową drogę na szerszym tle wydarzeń wojny i okupacji. W piętnastu rozdziałach autor opisał niezwykłe przeżycia Karskiego, począwszy od pierwszej misji do Paryża w 1940 r., przez kontakty z przedstawicielami polskiego podziemia, dokumentowanie Holocaustu, wizyty u przedstawicieli zachodnich rządów (w tym u prezydenta Roosevelta), pracę nad bestsellerową książką „Story of s Secret State” (która ukazała się jeszcze podczas wojny), aż po powojenne losy emisariusza.
Jeden rozdział został poświęcony ciekawej sprawie starań podjętych w 1943 i 1944 r. w USA o nakręcenie w Hollywood pełnometrażowego filmu poświęconego Polsce Podziemnej. W innym autor opisuje okoliczności powstania swojej książki, spotkania i rozmowy z prof. Karskim. Przedstawiając wojenne przypadki emisariusza Karskiego nie popada w bohaterszczyznę, nie unika też opisywania skomplikowanych układów politycznych w polskiej konspiracji i władzach emigracyjnych.
Praca Jankowskiego napisana jest żywo, z licznymi dialogami, cytatami i odniesieniami. Autor ustrzegł się częstego u krajowych historyków suchego i bezosobowego pisania o historii. A najlepszym podsumowaniem postaci Karskiego niech będzie wypowiedź innej konspiracyjnej legendy – Jana Nowaka Jeziorańskiego: „Karski lat wojny zasługuje na miano bohatera. Mnie los oszczędził najokrutniejszego doświadczenia, jakim było uwięzienie przez gestapo i tortury. Karski został
aresztowany i obawiając się, iż nie wytrzyma śledztwa, próbował podciąć sobie żyły. Blizny, które pozostały mu później na dłoniach, to najwyższeodznaczenie, jakie mógł otrzymać, wyższe chyba nawet od Orderu Orła Białego”.
Paweł Stachnik
Stanisław M. Jankowski „Karski. Raporty tajnego emisariusza”,
wyd. Rebis, Poznań 2009